Skąd wziął się „Kwiat Imbiru”?
Historia gospodarstwa „Kwiat Imbiru” zaczęła się całkiem niepozornie – od małego ogródka przy domu w Anglii. Wśród doniczek z koperkiem, niezbędnym do domowych ogórków kiszonych, i natką pietruszki, bez której nie ma rosołu, pewnego dnia znalazł się też… imbir. A właściwie – jego wysuszony, zapomniany kawałek, który niespodziewanie zaczął kiełkować.
Z ciekawości i szacunku do roślin, trafił do doniczki. Nikt nie spodziewał się, że z tego zwyczajnego kłącza wyrośnie tak piękna, egzotyczna roślina. Jej zielone, smukłe liście i bujny pokrój budziły zachwyt wszystkich odwiedzających – każdy znał imbir w kuchni, ale niemal nikt nie widział, jak wygląda jego roślina w całości.
Ten pierwszy imbir rósł długo i obficie, a jego kłącza służyły przez wiele miesięcy, inspirując do dalszych eksperymentów. Wtedy to był tylko ogródkowy epizod. Ale ziarno – a raczej kłącze – zostało zasiane.
Wiele lat później, już po powrocie do Polski, kiedy pojawił się pomysł współpracy w zakresie uprawy imbiru, wszystko zaczęło układać się w całość. Okazało się to naturalnym, wręcz oczywistym krokiem – połączeniem pasji do roślin, wiedzy zdobytej przez lata i chęci stworzenia czegoś wyjątkowego. Imbir wrócił, tym razem już nie jako ciekawostka w doniczce, ale jako serce gospodarstwa – „Kwiat Imbiru”.
Po powrocie z Anglii, w rodzinnym gospodarstwie zastałam coś jeszcze – okazałą plantację malin. Również i ta roślina szybko stała się ważną częścią naszej codzienności. Maliny nie były czymś nowym – były częścią krajobrazu mojego dzieciństwa, znane, swojskie, pachnące latem. Nowy Sącz i jego okolice, a szczególnie Brzezna, to przecież kolebka polskich malin – miejsce, gdzie tradycja uprawy sięga pokoleń.
W mojej rodzinie ta tradycja żyje do dziś. Każdego roku, od wielu pokoleń, przygotowywany jest domowy sok malinowy – niezastąpiony zimą na wzmocnienie odporności i wszelkie przeziębieniowe dolegliwości. W starych zeszytach, przekazywanych z rąk do rąk, spisane są przepisy, w których świeże, dojrzałe maliny łączy się z liśćmi pokrzyw, tworząc naturalny eliksir zdrowia. To nie tylko przepis – to rytuał, który łączy pokolenia i przypomina, jak wielką moc ma to, co proste i rośnie tuż obok.